
MAREK KULIG – profesor Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu
Urodził się w 1971r. w Twardogórze. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu w latach 1991 – 1996. Do piątego roku studiował w Pracowni Malarstwa i Rysunku prof. Andrzeja Klimczaka – Dobrzanieckiego. Dyplom z wyróżnieniem zrealizował na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Pracowni Rzeźby prof. Leona Podsiadłego.
Od 2001r. jest pracownikiem macierzystej uczelni. Do 2015r. prowadził zajęcia w Pracowni Malarstwa i Rysunku prof. Mariana Wołczuka.
W 2010r. uzyskał stopień doktora w dziedzinie sztuk plastycznych, w dyscyplinie sztuk pięknych.
W latach 2010-2019 współpracował z Wyższą Szkołą Humanistyczną we Wrocławiu, w której uczył przedmiotów: Projektowanie koncepcyjne i Rysunek.
Od 2015r. prowadzi samodzielnie Pracownię Rysunku w Akademii Sztuk Pięknych.
W 2017 uzyskał stopień doktora habilitowanego.
W latach 2011/2012 pełnił funkcję głównego kuratora wystaw dyplomowych absolwentów ASP im. Eugeniusza Gepperta
we Wrocławiu. W 2013r. pełnił funkcję kuratora generalnego projektu – “XI Konkurs Gepperta – 2013”.
Zajmuje się malarstwem, rzeźbą i projektowaniem. Jest laureatem kilku nagród. W swoim dorobku ma około 100 wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą (m.in. w takich krajach jak: Austria, Niemcy, Włochy, Belgia, Chorwacja, Mołdawia, Rumunia, Łotwa, Słowacja, Ukraina, Czechy, Emiraty Arabskie, Japonia, Indie, USA).
Nagrody
1. Stypendium Ministra Kultury i Sztuki – 1995/96r.
2. Pierwsza Nagroda w konkursie na projekt terenu rekreacyjno-sportowego w Bielawie – 1995r.
3. Stypendium Cultural City Network Graz – Austria – 2000r.
4. Nagroda “Złoty Hipolit” – 2000r.
5. Znak “DOBRE, BO POLSKIE” – 2000r.
6. “DOBRY WZÓR 2000” – 2001r.
7. Nagroda Rektora ASP im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu – 2012r.
8. Nagroda Rektora ASP im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu I stopnia za osiągnięcia artystyczne – 2020r.
NADSZEDŁ NOWY ETAP.
„KONSTELACJE” MARKA KULIGA
Minęło już dziesięć lat, odkąd podjęłam próbę opisania kierunku działań Marka Kuliga, kiedy tematem wyraźnie go zajmującym była „archeologia wspomnień”. Jego ówczesne realizacje, przestrzenne kolaże, były między innymi rezultatem świadomego – w warstwie zarówno formalnej, jak i ideowej – ale przede wszystkim intuicyjnego korzystania z dorobku minionych epok. Wyraźne były nawiązania do malarstwa iluzjonistycznego (trompe l’oeil), realizowane jednak przede wszystkim przez budowanie określonego nastroju wizualnego, swobodnie, nie zaś w wyniku wpisywania się w konwencje. Artysta prowadził własne badania archeologiczne, zachwycając się i formą, i ideą dorobku kulturowego dawnych wieków, które następnie cytował, jednocześnie rozwijając własny wyjątkowy język. Wtedy był to także zapis przesuwania punktu ciężkości z malarstwa na rzeźbę (ale bez definitywnego wkraczania tylko na jeden obszar), co jest ważnym wątkiem u Marka Kuliga, chociaż celem tej refleksji nie jest próba zakwalifikowania go jako wyłącznie malarza czy rzeźbiarza.
Wątek tych dwóch obszarów sztuki ma znaczenie, gdy przyglądamy się źródłom, z których czerpie artysta, a także temu, w jaki sposób organizuje to, co dzieje się w obrębie jego prac, nie ma zaś zupełnie znaczenia w odniesieniu do jego osoby, nie definiuje go jako artysty malarza czy artysty rzeźbiarza.
Marek Kulig należy do twórców, dla których jedynym kalendarzem, według którego działają, jest ten wewnętrzny. Tempo jego działań zdaje się zupełnie niezależne od czynników zewnętrznych – ewentualnych wystaw czy plenerów, artysta zaś pozwala sobie na luksus tworzenia zgodnie z własnymi potrzebami i wewnętrzną intensywnością.
Nowy etap w twórczości Marka Kuliga, trwający mniej więcej od 2021 roku, który roboczo został nazwany mianem „konstelacji”, wyłaniał się powoli i jest oczywiste, że jego źródeł należy poszukiwać jeszcze w pracach wcześniejszych, przede wszystkim w podziałach przestrzeni. Ich struktura opierała się często na pewnym rytmie czy module (oczywiście niepowielanym w identyczny sposób), który coraz bardziej wychodził w przestrzeń, aż sam w sobie zaczynał pełnić funkcję zamkniętego pola, w obrębie którego rozgrywała się pewna kompozycja. Jego granice były wyznaczane przez układ elementów, który przywodził na myśl zamknięte pudełko czy klatkę. W nowych pracach elementy te się otworzyły, a w miarę symetryczny i zdyscyplinowany układ pionów i poziomów uległ przesunięciu, czasem otwarciu czy częściowej dekompozycji. Sam motyw krzyżujących się linii pozostał, ale nie jest już elementem zamykającym przestrzeń pracy – stał się jej punktem głównym, który ściąga na siebie całą uwagę.
To porzucenie próby domknięcia całej struktury dzieła na poczet eksplorowania pojedynczych układów – konstelacji wyraźnie odpowiada chęci skupienia się artysty na tym, co się dzieje „wewnątrz”. Bo chociaż wcześniej penetrował on pojęcie pamięci (także obszaru „wewnętrznego”), to środkiem, za pomocą którego o tym opowiadał, było najpierw zbudowanie świata zewnętrznego – namacalnego archiwum, systemu porządkującego wspomnienia – a więc nadawał mu wyodrębnioną formę.
Kolejnym krokiem, czyli tym, co dzieje się w pracach artysty teraz, jest próba dotarcia do istoty ducha, czucia i myślenia. Marek Kulig wyraźnie próbuje dogrzebać się do sedna myśli i emocji, tego, co konstytuuje ludzką energię (różnie rozumianą) i nią rozporządza. Konstelacja jest zatem pierwotnym układem, z którego pochodzą pierwsze impulsy – symboliczną osią istnienia.
Lubię widzieć twórczość Marka Kuliga jako poszukiwania w obrębie historii, psychologii, alchemii. Sam artysta zresztą często podkreśla w rozmowach swoje zainteresowanie tymi obszarami. Ale mówią także o tym klasyczne dla historii sztuki i będące niewyczerpanym punktem odniesienia relacje pionów, poziomów i diagonali. Marek Kulig – jako malarz, który zaczął w pewnym momencie działać w obszarze rzeźby – wciąż wraca do tych rozważań. Jego konstelacje są organizmami, których forma wynika z geometrii, będącej wszak zbiorem nieskończonych układów osi X i Y oraz napięć, które generują. Wszystko, co zobaczymy u Marka Kuliga, wyraźnie mówi o człowieku: struktury pochodzące ze świata matematyki są środkiem, nie zatrzymują widza w obszarze nauki, od razu kierują go ku abstrakcji i ku emocjom.
Ta geometryczność może mieć również za zadanie próbę uporządkowania rozważań artysty. Geometria niesie ze sobą obietnicę dyscypliny, rozumianej jako możliwość okiełznania przestrzeni. Abstrakcja jest obszarem, w którym zarówno wyrażanie, jak i odbieranie jest oparte w dużej mierze na emocjach i zmysłach, trzeba pozwolić sobie w pewnym momencie na ich dopuszczenie, a nie wyłącznie poruszać się w sferze racjonalnej. Być może artysta stara się tym rozważaniom nadać rytm, pozostawić coś, o co będzie można stabilnie się oprzeć.
Wreszcie geometryzacja pociąga za sobą nową jakość w realizacjach Marka Kuliga, a mianowicie minimalizowanie środków wyrazu. Jego prace zawsze były wyważone, przemyślane pod względem kolorystycznym, stonowane. Ale wyraźnie w etapie archeologicznym dużo się na nich działo, elementy były budowane z wielu warstw, faktur i materiałów. Powłoki niejako odpowiadały nawarstwieniom pamięciowym, o których była mowa. Teraz prace uległy wyraźnej redukcji, zarówno pod względem materii, z której są zbudowane, jak i – niejako w konsekwencji – zostały zradykalizowane kolorystycznie.
Również gest był zawsze istotny w twórczości Marka Kuliga. Wcześniej składał się on z wielu elementów, teraz zaś wyraźnie idzie w stronę prostego zapisu – sygnału. Ascetycznego, przekazującego sedno informacji. Wybrane jego elementy są nie kiedy podkreślane wyrazistą strukturą „cementową” (znak rozpoznawczy artysty), a czasem zupełnie zasłonięte siatką, która sama w sobie stanowi trójwymiarową konstrukcję.
Z kolei kolorystyka prac traci niuanse, a w zamian zyskuje graniczną wyrazistość. Chociaż Marek Kulig sięgał już do aksamitnej czerni we wcześniejszych realizacjach, to chyba nigdy nie grała ona pierwszych skrzypiec. Teraz jest nasycona do granic możliwości, niekiedy skrywa równie czarne elementy, których trzeba się doszukiwać. Czasem są one wydobywane fluorescencyjną farbą z otchłani. A niekiedy tło jest po prostu białe, tak jak w tryptyku CONSTELLATIO (2023), na którym rozgrywają się napięcia między elementami minimalistycznej kompozycji.
Dążenie ku redukcji i kondensowaniu treści, a co za tym idzie – elementów przedstawienia, widzę także jako wyraz słuchania siebie i swoich potrzeb. Samoświadomość jest ściśle sprzężona z wiekiem i nabieraniem doświadczenia, chociaż, rzecz jasna, nie zawsze i nie u każdego jest ona zauważalna. Marek Kulig wyraźnie wyłuskał w swoim procesie twórczym określone elementy, które są mu potrzebne do tego, by wypowiedź wyglądała dokładnie tak, jak sobie tego życzy, ani mniej, ani więcej. Minimalizacja jest więc tu dowodem dojrzałości i dążenia ku esencji. Jest także ewolucją wspomnianego gestu twórcy, który jeszcze intensywniej wybrzmiewa, gra bowiem najważniejszą rolę w przekazie.
Alicja Klimczak-Dobrzaniecka
MAREK KULIG – ARTEFAKTY
Trudno nazywać prace Marka Kuliga obrazami, chociaż na pierwszy rzut oka mogą się nimi wydawać. To obrazy, które jednocześnie są obiektami rzeźbiarskimi. Kontekst tego osobliwego mariażu dyscyplin przywołuje nieoczywistą biografię artysty – dyplom magisterski z rzeźby, a doktorat z malarstwa. Prace konstruowane są z drobnych elementów: książek, kartek, paczuszek, sznurków i innych obiektów, spajanych piachem, ziemią, kurzem i farbami. To specyficzne konstrukcje, kolaże, zbiorniki wspomnień, unieruchomione gesty, zabalsamowane gabloty. Są niczym osobisty obiekt kultu służący czczeniu pamięci, na kształt domowych kapliczek.
Marka Kuliga interesuje problem wspomnień, który można rozumieć dwojako. Archeologiczna, czy też historyczna, warstwa jest tą pierwszą – prace literalnie przywodzą na myśl zapomniane miejsca, obdrapane mury czy zabytki piśmiennictwa, jak stare dokumenty czy zakurzone książki. Konotacje z przeszłością dziejową prowokują do grzebania w historii danego miejsca czy obiektu. Warstwa piachu jest pretekstem, aby go wymieść, wyczyścić i zacząć kopać i odkrywać. Znalezione artefakty budzą instynkt badacza, skłaniający do odsłaniania kolejnych warstw ukrytych pod zastygłą powłoką. Jednocześnie zmuszają do eksploracji własnych wspomnień, cofnięcia się w czasie, sięgnięcia do tajemnic przeszłości. Dziecięca ekscytacja odkrywcy miesza się z nie zawsze łatwym spojrzeniem wstecz na własne życie. Budzą się nostalgia i żal za przeszłością, pamięć o osobach i miejscach.
Artysta przeplata ogromną techniczną dyscyplinę z niebywałym ładunkiem emocjonalnym. Za każdym razem widoczny jest przemyślany proces tworzenia obiektów, którego rytm wyznaczany jest przez zachowanie poszczególnych „składników” dzieła: ich reakcje, okres schnięcia, aż wreszcie zespolenie się poszczególnych warstw. Wszystko poprzedzone jest żmudnymi, niemalże alchemicznymi, próbami łączenia ze sobą elementów składowych. Świadomość materiałów, z których owe prace powstają jest u Kuliga kluczowa. Za każdym razem jest to bowiem misterna mieszanka różnego rodzaju kleju, spoiw, kurzu, piachu, farby. Wszystko to nakładane jest impastowo, a cały obiekt (bo nie tylko jego zewnętrzna warstwa) posiada bardzo mięsistą strukturę, sprawiając wrażenie że w każdym milimetrze wgłąb kryje się jakaś tajemnica. Z drugiej strony, ta precyzyjna i jednocześnie bardzo estetyczna (w sensie warsztatowym) za każdym razem konstrukcja oraz jej aspekt wizualny są pretekstem do głębszych poszukiwań w obrębie własnego życia i penetrowania wspomnień, poddawania ich ponownej analizie, przeżywania tego, co minęło raz jeszcze.
Twórczość Marka Kuliga, chociaż widocznie ewoluowała w czasie z wyraźnie malarskich prac w stronę bardziej zróżnicowanych przestrzennie, charakteryzuje się logicznym i konsekwentnym rozwojem określonych rozwiązań formalnych, przy jednoczesnym ciągłym eksplorowaniu jednego obszaru tematycznego. Zainteresowania artysty zostały przez niego tym samym precyzyjnie określone już na początku, a efektem jest „dzielenie się” wynikami tych osobistych badań.
W obiektach widoczne są odwołania do malarstwa iluzjonistycznego w jego klasycznej, (np. XVII-wiecznej) wersji. Interesujące może być rozpatrywanie twórczości Kuliga w kontekście zagadnienia odbicia rzeczywistości w sztuce, imitacji (mimesis) czy wykorzystywania surowego materiału oraz nadawania nowego znaczenia elementom już wcześniej istniejącym, przy czym jest to twórczość równoległa, czy wręcz istniejąca obok określonych konwencji artystycznych (np. arte povera), a nie zamierzone wpisywanie się w ich kontekst.
Alicja Klimczak-Dobrzaniecka